Bieguny emocji
Odwieczny krąg życia toczący się jak kula śnieżna bez początku i bez końca, napędzany narodzinami, spowalniany śmiercią, w zależności od tego, czy znajdziemy się na jego szczycie i dane nam będzie powitać nową istotę na świecie, czy nagle obudzimy się pod ciężarem utrudniającym oddychanie, gdy musimy pożegnać na zawsze ukochaną osobę, potrafi uczynić jeden dzień najpiękniejszą bądź najsmutniejszą chwilą w życiu. Niby wiemy, że pewnego dnia każde życie dobiegnie końca, że skoro coś się zaczęło, to naturalne jest to, iż kiedyś się skończy, a mimo to świadomość nieuchronności przemijania nie pomaga w czasie, gdy się z nią zderzamy. Dwa momenty w moim życiu ustawiły moje emocje na przeciwnych biegunach - chwila narodzin mojego dziecka, kiedy pierwszy raz usłyszałam jego płacz, a zaraz potem poczułam dotyk na sobie maleńkiego ciałka, jeszcze sinofioletowego, oraz dzień, gdy zapukałam do sąsiadki mojego taty z zapytaniem, czy może go nie widziała, a w odpowiedzi szorstki i niepr...