Lęki moje największe, najciemniejsze
Dwie są w moim życiu rzeczy, na samą myśl o których serce niemal zastyga w bezruchu, by za chwilę gwałtownie przyspieszyć, żołądek zaciska się w wielki supeł, w ustach czuję suchość, a słowa grzęzną w gardle. Obydwa lęki skupiają się wokół tego samego - śmierci. Ogarnia mnie paraliżujący strach, że mogłoby coś stać się mojemu dziecku lub mnie i jego tacie, a mojemu ukochanemu. Mam wrażenie, że z każdym dniem kocham moich mężczyzn coraz bardziej. Wraz z przypływem miłości zwiększa się mój niepokój o nich i również o siebie samą, bo przecież ich świat beze mnie runąłby jak domek z kart. Gdyby jeszcze parę lat temu, kiedy nie wiedziałam nawet, że będę miała dziecko, ktoś zapytał mnie, czy obawiam się śmierci, odpowiedziałabym, że nie, nie boję się, co najwyżej martwiłabym się o moich bliskich, a zwłaszcza o mamę. Dziś, kiedy sama jestem matką, moja perspektywa zmieniła się diametralnie. Utrata dziecka jest poza moim obszarem pojmowania. I samo pisanie o tym sprawia, że wstrzym...