Moja układanka
Znowu to sobie zrobiłam. Naczytałam się, za dużo, w internecie, wpisując hasło w wyszukiwarkę: obniżone napięcie mięśniowe (z którym mierzy się moje dziecko). Wyskoczyła cała lista możliwych schorzeń, od których włos się jeży na głowie, zwłaszcza że ich nazwy nie są mi obce, bo przez wiele lat byłam i w sumie wciąż częściowo jestem związana zawodowo z opieką nad nieuleczalnie chorymi dziećmi. Praca ta niestety nie tylko mnie uwrażliwiła, ale mocno przewrażliwiła i trudno jest oddzielić te wszystkie straszne historie od własnego życia. Lęk o zdrowie bliskich stał się moim towarzyszem, niemal cieniem sunącym za mną. I tak czytając o przeróżnych schorzeniach, z palpitacją w klatce piersiowej, próbowałam sobie przetłumaczyć, że to nie dotyczy mojego dziecka, że ono jest pod opieką lekarzy, że jest wszystko w porządku. W końcu zasnęłam. Przeniosłam się z jednego świata niepokoju w kolejny, równie mocno wypełniony strachem, bezsilnością, niemocą. Byłam przewodniczącą komisji wybor...