Nie twoje buty
Mam wrażenie, że odkąd zostałam mamą, podlegam nieustannej ocenie i presji otoczenia. Nie wiem, jak to się dzieje, że w tak ważną i intymną sprawę, jaką jest macierzyństwo, tylu ludzi potrafi wejść z butami, zrównać z ziemią czyjeś przekonania i wartości, przewrócić oczami, ocenić i wydać werdykt, zwykle skazujący. Nagle co druga napotkana osoba daje sobie prawo do wygłaszania własnych mądrości i rad, o które nikt nie prosi. Mogłabym wyliczać bez końca: "takie zimno/ gorąco, a dziecko bez czapki", "ile będziesz tak nosić w chuście to dziecko?", "czemu jeszcze w wózku je wozisz?", "za dużo suplementów mu podajesz", "po co tak biegasz po lekarzach", "rozpieszczasz je, odpowiadając na jego prośby", "trochę cukru jeszcze nikomu nie zaszkodziło", "co to za matka, że nie daje słodyczy", "za moich czasów...", "dziecko powinno znać swoje miejsce", "kiedy ciebie nie ma, to dziecko zupełnie ...