Ciężar słów

  

Słowa ważą. Jedne są lekkie jak piórko - unoszą się w powietrzu, wirują w takt podmuchów wiatru, trwają w podniebnym uniesieniu, nie mogąc się zdecydować, czy bliżej im do słońca, czy do ziemi. Takie słowa potrafią dodać nam skrzydeł. Dzięki ich mocy łapiemy wiatr w żagle i niestraszne nam sztormy czy nawałnice. Życie nabiera kolorytu i smaku. Są jednak i takie słowa, których ciężar potrafi wbić człowieka w ziemię, pozbawiając tchu, by na koniec pogrzebać w poczuciu krzywdy i rozpaczy. Takie słowa ciążą na naszym sercu niczym wielki głaz i nawet jeśli pewnego dnia uda nam się skruszyć jego podstawę, to i tak pozostanie po nich trwały ślad. Z upływem lat straci on swoją wyrazistość, stanie się niemal niewidoczny, przykryty kurzem czasu, lecz wystarczy podmuch świeżego powietrza, by ponownie ukazał się w całej swojej okazałości, wciągając nas w studnię nieutulonego żalu. Co ciekawe, mam wrażenie, że im młodsi jesteśmy, tym większa nasza wrażliwość na wagę słów. Niektórych słów, które zostały wypowiedziane w naszym dzieciństwie, nigdy się nie zapomina. Może to matka natura, w trosce o dobro ludzkości, tak to zręcznie wymyśliła, by słowa, którymi rodzice okazują swoją miłość, szły w parze z człowiekiem przez jego dzieciństwo, młodość, dojrzałość i w końcu starość, stanowiąc trwały fundament i filar życia. Niestety matka natura nie przewidziała jednego - że ten genialny system obronny może przybrać postać niebezpiecznego oręża, uderzającego w najczulsze punkty. Bo dziecko wierzy dorosłemu, niezależnie od tego, co od niego usłyszy. Słów raz wypowiedzianych nie da się cofnąć. Co najwyżej można mieć nadzieję, że dziecko tego nie zapamięta, że jest za małe, że jeszcze nie rozumie. Można się łudzić albo nawet udawać, że nic się nie stało. O ileż prościej byłoby zwyczajnie przeprosić. Niestety słowo przepraszam jest wyjątkowe - jego ciężar jest względny. Są osoby, które kiedy przeproszą, czują się lepiej. Są też i tacy, którzy nigdy nie przepraszają. Wręcz zachowują się tak, jakby to słowo nie istniało w ich języku. O dziwo nie mają takich ograniczeń, kiedy sami oczekują przeprosin, nawet jeśli i tak nigdy do końca nie wybaczą. 
   Dziś potrafię się bronić, gdy ktoś próbuje obdarzyć mnie nieuzasadnionym ciężarem słów. Reaguję wręcz alergicznie na słowa "bo ty zawsze...", "bo ty nigdy...", "jesteś taka i owaka".  Ale przyznaję, że tkwiące we mnie dziecko wciąż nosi blizny po słowach, które padły wiele lat temu, a nigdy nie powinny zostać wypowiedziane, oraz ślady po słowach, których nigdy nie usłyszałam, choć powinnam. Nie wiem, które bolą bardziej. Wiem, że za tymi niewypowiedzianymi tęsknię do dziś. I jedyne co mogę zrobić, to wypowiedzieć je do swojego dziecka: Kocham cię Synku. 


Komentarze

  1. Tak słowa ważą to prawda! Słowem można zranić bardziej niż czynem.... 😒

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

W oczekiwaniu...

W labiryncie (nie)ludzkich spraw

Talent do nie-talentu