Zła pamięć

 Obserwuję moją babcię, to jak z każdym rokiem starość pochłania jasne cząstki jej duszy, pozostawiając ciemne zakamarki, z których sączy się jad i trucizna, nienawiść do ludzi, złość na cały świat. Zdarzają się chwile, niestety coraz rzadziej, kiedy twarz mojej babci rozświetla, niczym spadająca gwiazda na nocnym niebie, dziecięca radość i niewinność, na co dzień ukryta w otchłani niepamięci. Pojawia się ona, kiedy babcia zobaczy fotografię swojego prawnuka, a mojego syna. Uśmiecha się wtedy, całuje ekran telefonu, by za sekundę, jak gdyby nigdy nic, stwierdzić, że jutro przyjdą i ją zabiją. Na pytanie, kto chce ją zabić, odpowiada krótko: oni. Rzeczywistość wokół niej zlewa się w jedno z obrazami widzianymi w telewizorze, sprawiając, że granica pomiędzy światem zewnętrznym a tym obserwowanym w odbiorniku nie istnieje. Umysł babci zalewają wspomnienia doznanych krzywd i upokorzeń, cierpienia i bólu, miażdżące swoim ciężarem wszelkie dobre chwile. Ludzie, których spotkała na swojej drodze, jawią się w jej pamięci jako nienawistnicy, złodzieje i oszuści, a ci, których kiedyś kochała, odeszli na zawsze, jak jesienne liście trzepoczące na wietrze, początkowo złocisto kolorowe, zapierające dech kaskadą barw, nieświadome tego, że ich przeznaczeniem jest opaść na zimną, wilgotną ziemię, zwiędnąć, pokryć się brunatno-brązowymi plamami oraz pajęczyną zmarszczek przypominającą skórę dziewięćdziesięcioletniej staruszki, a na koniec rozpłynąć się w nicości.

 Patrzę na to wszystko i drżę na myśl, że i mnie może to czekać, że na starość pozostanę tylko ja i czerń ziejąca nienawiścią do wszystkiego, co dobre. Jak ocalić swoje najpiękniejsze chwile od zapomnienia? Czy wystarczy je pielęgnować i troszczyć się o nie jak o drogocenne perły - wyciągać je z głębokiej szuflady, dokładnie przecierać z osiadłego kurzu, pozwolić wygrzewać im się w promieniach słońca, nosić z dumą na sobie? Co począć z ciemną stroną mojej pamięci, która już dziś wydaje się gęsta niczym lawa od smutku i bólu? Czy wydobycie jej na powierzchnię i wystawienie na dobroczynne działanie światła sprawi, że choć trochę ona zmięknie i ustąpi miejsca jasnym wspomnieniom? A może lepiej zakopać głęboko wszelkie złe chwile, zamknąć je na cztery spusty i nigdy do nich nie zaglądać w nadziei, że uwięzione, opuszczone i osamotnione utracą swoją intensywność, zbledną, zamienią się w popiół i kurz? Co zrobić, by pewne rzeczy zapomnieć, a o innych zawsze pamiętać? Dlaczego pamięć jest tak przewrotna, że z łatwością trwale zapisuje te najbardziej trudne i skrajne emocje? Czasami mam wrażenie, że na jedno dobre wspomnienie przypada pięć złych, które potrafię przywołać z najdalszych zaułków mojej pamięci. Boję się. Nie chcę utracić umiejętności dostrzegania dobra i piękna. Nie chcę z góry zakładać, że ludzie są źli i chcą mnie skrzywdzić. Nie chcę zatracić umiejętności kochania. Chcę być sobą, nawet gdy moje ciało nie będzie już takie sprawne jak dziś, nawet gdy zwiędnie jak ten nieszczęsny liść. Chcę ocalić siebie od pogrążenia się w mroku minionych chwil. Chcę, by promyki słońca trwały we mnie aż do samego końca...

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

W oczekiwaniu...

W labiryncie (nie)ludzkich spraw

Talent do nie-talentu