Efekt motyla
I kiedy tak nad tym wszystkim się zastanawiam, nad niewykorzystanymi szansami, popełnionymi błędami, dochodzę jednak do wniosku, że nie odważyłabym się zmienić czegokolwiek w mojej przeszłości. Bo przecież każda zmiana elementu układanki składającej się na moje życie, nawet najdrobniejsza, mogłaby zaburzyć wszystko wokół. Przypomina mi się pewien film, w którym główny bohater, kiedy osiąga dojrzałość, dowiaduje się od swojego ojca, iż mężczyźni w jego rodzinie mają niezwykłą umiejętność - przemieszczania się w czasie i wpływania na bieg wydarzeń. Na początku wydaje się, że wszystko można naprawić - wystarczy tylko wrócić do przeszłości i w odpowiednim momencie zadziałać. Sytuacja diametralnie zmienia się, gdy bohater filmu zostaje ojcem i na świecie pojawia się jego dziecko. Wówczas okazuje się, że ingerencja w przeszłość wiąże się z tym, że miejsce dziecka zajmuje inne - równie słodkie i urocze, ale jednak inne. Dalszy scenariusz jest dość oczywisty - bohater rezygnuje ze zmieniania przeszłości, bo żadne dziecko nie zastąpi mu tego pierwszego. I podobnie rzecz się dzieje u mnie. Nawet gdybym miała cudowną moc podróży w czasie, bałabym się z niej skorzystać, by przypadkiem nie obudzić się w nowej rzeczywistości, w której nie byłoby obok mnie mojego mężczyzny i mojego dziecka. Nie chcę i nie potrafię sobie tego nawet wyobrazić. Moja rodzina jest największym szczęściem, jakie mnie w życiu spotkało i nigdy nie zamieniłabym jej na inną, za żadną cenę.
Dlatego też jestem pogodzona ze swoją przeszłością. Każdy mój krok, każda decyzja, dobra bądź zła, miała mnie zaprowadzić w to miejsce, w którym dzisiaj jestem. Oczywiście nie jest tak, że wiodę idealne życie. W zasadzie według mnie nie można nawet zdefiniować takiego pojęcia, bo ono nie istnieje. Prościej chyba byłoby mi określić po prostu dobre życie - życie w zgodzie ze sobą i z innymi, życie, w którym panuje harmonia i równowaga pomiędzy czasem przeznaczonym rodzinie, przyjaciołom, pracy i pasji. Staram się dążyć do tego modelu, choć nie zawsze mi się to udaje i czasami mam poczucie, że poświęcam coś kosztem czegoś innego, pozwalając, by niektóre sprawy zostały zawieszone i odłożone na później. Kiedyś będę musiała do nich wrócić, coś zmienić, zakończyć jedną rzecz, by móc rozpocząć kolejną. Zmiany są potrzebne, ale niestety niekoniecznie są łatwe do przeprowadzenia. Bo jednak pewnego dnia będę musiała podjąć wyzwanie i stawić czoła nieznanemu. Nie rwę jednak włosów z głowy, nie budzę się ze ściśniętym żołądkiem, śpię spokojnie. Zaakceptowałam fakt, że nie na wszystko mam wpływ, że czasem nie warto walczyć do upadłego, że trzeba odpuścić, że nie zawsze jest tak pięknie, jak mogłoby się wydawać na początku, że nowe nie znaczy lepsze. Nie muszę szukać szczęścia. Ono jest wokół mnie każdego dnia - kiedy się budzę i zasypiam razem z moją rodziną, kiedy piję rano filiżankę kawy, kiedy piszę te słowa, kiedy szkicuję do nich motyla... Bo szczęście jest wszędzie, wystarczy tylko szeroko otworzyć na nie swoje oczy, serce i duszę.

Kolejny świetny tekst! Dobrze się czyta, doskonałe oddaje przemyślenia autora i jest idealnie skonstruowany!
OdpowiedzUsuń❤️ 🤗
OdpowiedzUsuń