Jasna strona mocy
Łapię się na tym, że dużo łatwiej pisać mi o smutnych i trudnych rzeczach. Jest to o tyle dla mnie zastanawiające, że zwykle obraz całości mieni mi się w ciepłych, soczystych barwach, a jednak potrafię z niego wyłuskać pojedyncze, ciemne plamy, które na co dzień praktycznie nie przykuwają mojej uwagi, a które z tak dużą łatwością ubieram w słowa. A może powinnam częściej napisać o tym, co jest dla mnie piękne, co mi daje siłę, co wywołuje uśmiech na mojej twarzy, zwłaszcza że gdy wieczorem leżę i rozmyślam, zwykle na koniec pojawia się myśl: to był kolejny dobry dzień. Dzisiaj jedna osoba, czytając mój poprzedni wpis o karmieniu, skomentowała, że jest on smutny. I najgorsze, że miała rację. To był dla mnie trochę jak kubeł zimnej wody. Pomyślałam sobie, że co jak co, ale karmienie piersią nie jest dla mnie smutne, nie odbieram go jako poświęcenia dla dziecka czy jakiejś formy uwiązania. Owszem, denerwują mnie reakcje otoczenia, ale nigdy nie sprawiły one, że poddałam w wątp...