W zderzeniu z prawdą
Obraziła się. Kolejny raz. Śmiertelnie. Moja mama. Choć może powinnam napisać "moja matka", bo słowo "mama" zawiera w sobie czułość i bliskość, których tak bardzo brak mi w relacji z tą, która dała mi z jednej strony tak wiele, bo życie, a z drugiej strony tak bardzo poskąpiła mi tego, czego pragnie każde dziecko - bezwarunkowej miłości. Od dawna nie jestem już dzieckiem, a jednak czasem widzę w sobie małą dziewczynkę, która całą sobą woła "mamo, zauważ mnie, tu jestem", a odpowiada jej tylko cisza, od której niemal huczy w głowie. Raz po raz pojawiają się pytania, dlaczego, jak to możliwe, jak ona może być tak zimna i głucha na moje wołanie. Nic nie działa. Ani słowa przepraszam, ani próby rozmowy, że przecież szkoda czasu na obrażanie, że życie jest tak krótkie i ulotne, że lepiej cieszyć się tym, co mamy. Owszem, nie mogę wymazać przeszłości, nie mam mocy, choćby najmniejszej, by ją zmienić. Jedyne, co mogę, to próbować zrozumieć i wybaczyć...