Ciężar codzienności

Nie tak dawno dowiedziałam się, że aby zachować zdrowie, zwłaszcza moich kości, mam dźwigać ciężary. Ja, 45-letnia kobieta, z szaloną wagą 44 kg, niezmienną od ósmej klasy szkoły podstawowej, nagle mam się zaprzyjaźnić ze sztangą, stać się stałą bywalczynią siłowni, a martwy ciąg ma być dla mnie niczym bułka z masłem. Poszłam za ciosem. Odważyłam się przekroczyć pierwszy raz w życiu próg siłowni, gdzie czekały na mnie maszyny tortur. Tak naprawdę, to nawet nie wiedziałam jak się do nich zabrać. Szkoda, że nie było do nich instrukcji obsługi, ale jakoś pokonałam swój strach i zaczęłam dźwigać ciężary. Raz wychodziło mi lepiej, raz gorzej, ale nie poddawałam się. 
Życie jednak czasem płata figla i gdy ma się poczucie, że zapanowało się nad jakimś jego elementem, nagle coś nowego przygniata człowieka do ziemi, a przynajmniej sprawia, że ciężko jest wznieść się do góry. 
Od kilku dni czuję, jakbym nosiła ze sobą plecak wypełniony kamieniami. A miało być tak pięknie - urlop nad morzem, 10 dni odpoczynku i relaksu. I może by tak było, gdyby nie telefon z przychodni, że trzeba zrobić badania uzupełniające. Zachciało mi się przed urlopem w ramach profilaktyki zrobić pierwszy raz w życiu mammografię. Teraz czeka mnie usg. W głowie kłębią się myśli, niczym chmury burzowe, gęste, ciemne, z trudem przepuszczające promienie słońca. Próbuję je odgonić, nie patrzeć na nie, nie pozwolić, by mnie podduszały swoim ciężarem. Tłumaczę sobie, że przecież badam się regularnie i jest ok.
Ale po prostu boję się. W tym lęku mówię sobie - spokojnie, jesteś zdrowa, nic Ci nie jest, jesteś bezpieczna. I idę dalej, przed siebie, dźwigająć na sobie ciężar, którego nie widać, krok za krokiem. Obok mnie drepcze moje dziecko, uśmiechnięte, z buzią umorusaną lodami. Uśmiecham się do niego. I choć jest mi trudno w tym momencie, to czuję, że życie i tak jest piękne. 



Komentarze

Popularne posty z tego bloga

W oczekiwaniu...

W labiryncie (nie)ludzkich spraw

Talent do nie-talentu