Szukając prawdy

Piszę, bo szukam.  
Kiedyś tylko szukałam, ale nie znalazłam.  
Szukam prawdy. Szukam odcieni szarości świadczących o normalności, a zbyt często natrafiam na czerń lub biel – albo, jeszcze gorzej – spotykam czerń, którą ktoś usilnie próbuje sprzedać wszystkim wkoło jako niemal dziewiczą biel, aż rażącą po oczach sfingowaną niewinnością.
Szukam odpowiedzi, wskazówek, drogowskazów.  Niektóre powinnam znać od dziecka, ale z wielu niezależnych ode mnie przyczyn nie wszystkie znalazły się w moich zasobach.  Los tak ułożył moje dzieje, że kompas życia mam z lekka rozregulowany i nie zawsze wskazuje mi odpowiedni kierunek.  Czasem zacina się i nie chce nic pokazać, a ja tkwię i myślę, w którą stronę iść. I często – nie wiem.
Więc szukam.  
Czytam. Oglądam. Myślę. Porównuję.  
Bombardują mnie obrazy z dominantą różu i landrynki. Wszystko takie piękne, takie wymuskane, takie idealne, dopięte na ostatni guzik. Każdy uśmiechnięty, wypoczęty, opalony, szczupły i umięśniony, do tego doskonale ubrany.  Wszyscy w szczęśliwych związkach – co z tego, że z n-tą osobą – ważne, że to właśnie *ta* jedyna, *ten* wymarzony i wyczekany.  Jakby tego było mało – każdy ma zestaw rad gwarantujących bycie szczęśliwym.
Coraz częściej czytam, by być eko, by kupować tylko to, co niezbędne, by zrezygnować z samochodu na rzecz roweru. Nie przeczę – cele bardzo szczytne i pożądane.  Problem w tym, że często promują je osoby, które zamiast samochodem poruszają się na co dzień prywatnym odrzutowcem, a w ramach zakupowego szaleństwa – co samo w sobie od czasu do czasu nie jest złe – sprawiają sobie gadżety za kilkaset tysięcy złotych.  Stać ich na to. Ich pieniądze, ich sprawa.  Tylko gdzie w tym wszystkim jest spójność i prawda?  Ale to świat celebrytów – rządzący się własnymi zasadami, raczej mało czytelnymi dla zwykłych zjadaczy chleba.
Szukam więc gdzie indziej.  
Świat polityki – zaglądam do niego regularnie i równie regularnie jestem zdegustowana, wściekła, zniesmaczona i zszokowana. Szkoda słów.
Idę dalej.  
Przeglądam wpisy znajomych i przyjaciół. Niemal nikt nie zamieszcza własnych przemyśleń – dlaczego?  Zwykle pojawiają się zdjęcia z rodzinnej sielanki, szczegółowa dokumentacja fotograficzna z egzotycznej podróży...  Duża grupa osób udostępnia różnego rodzaju artykuły – o tematyce od lewa do prawa. Zły i dobry rząd, prawa i niesprawiedliwa Europa, kryzys humanitarny i brutalny atak na nasze granice, wolność mediów i media w polskich rękach, szczepionki ratują – szczepionki zabijają... Są jeszcze i tacy, którzy nie potrafią stać w miejscu.  Cały czas coś robią – niczym pracowite pszczółki.  Działają, zmieniają świat wokół siebie, nie poddają się, walczą, dają życie tysiącom pomysłów, realizują się, otwierają przestrzeń, pokazują, że wciąż od nas samych tak wiele zależy. Zdarza się, że niektórzy ponoszą porażkę – mówią o tym na głos, złoszczą się i rozpaczają, godzą się z niepowodzeniem i stratą – bądź nie.  
Przyznają się do braku sił, dają sobie prawo do powiedzenia: „Nie. Nie dam rady. Nie chcę już.”  Idą pod górę, ale ze świadomością, że teren jest grząski i nierówny, że nagle może pojawić się uskok czy nawet urwisko.
Mam poczucie, że właśnie tam kryje się prawda. Gdzieś na rozdrożu.  Pomiędzy.  Na granicy.

Obraz: Jaga Chwil

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

W oczekiwaniu...

W labiryncie (nie)ludzkich spraw

Talent do nie-talentu