Mijanie

Pamiętam tę lekkość w młodzieńczym sercu, gdy obca mi była świadomość upływającego czasu, niepowtarzalności chwili czy myśl, iż wszystko kiedyś się skończy, że tak jak jest ten pierwszy raz, nastąpi również i ostatni. Każdy dzień był wówczas tak bardzo podobny do poprzedniego. Wydawało się, że czas niemal nie płynął. Każdego poranka budziłam się, ubierałam, pakowałam plecak, jadłam bułkę z dżemem i kakao przygotowane przez babcię i razem z bratem szliśmy do szkoły. Potem dźwięk dzwonka wzywającego na lekcje, czasem odczuwany niepokój, czy aby nie zostanę wywołana do tablicy, pomimo iż w większości przypadków znałam odpowiedzi na wszystkie pytania, innym razem ciekawość, co też może wydarzyć się na przerwie. Po kilku godzinach powrót do domu, gdzie po przekroczeniu progu kończyła się przewidywalność, a zaczynała niepewność. Ale to akurat zupełnie inna historia, nie na dziś.
Dziś czuję, że nic nie trwa wiecznie. Wszystko wokół płynie niczym rzeka, raz leniwie, spokojnie, niemal niezauważalnie, by nagle zerwać się z łoskotem i porwać w nieznane. I ja płynę, wciąż, nieustannie. Zmieniam się, doświadczam, krążę, zataczam kręgi, wyznaczam nowe ścieżki, czasem niemal wysycham, by za chwilę wybuchnąć ze zdwojoną siłą. I mijam. Wiem, że pewnego dnia zatrzymam się na zawsze, nie wykonam żadnego więcej ruchu, zniknę. Nie jest to myśl łatwa. Tak bardzo chciałabym posiąść moc zatrzymywania się w jednej chwili na dłużej, by pozwolić jej trwać, poczuć stałość i niezmienność rzeczy. Lecz jest to pragnienie, które nigdy się nie ziści, które zawsze pozostanie w sferze marzeń. Bo nie da się niczego zatrzymać - ani czasu, ani ludzi wokół, ani uczuć, ani dnia, ani nocy. Świat krąży razem z nami, a może i wbrew nam, bo zdarza się też tak, że mamy poczucie, iż zatrzymuje się niespodziewanie i wydaje się wówczas, że już nie ruszy z miejsca, że utkniemy w rozpaczy niczym w studni bez dna, a to tylko złudzenie, choć tak bardzo sugestywne. Dziś jest smutek, jutro szczęście, pojutrze rozpacz i ciemna noc, by znów wyjrzało słońce. Więc cóż mi pozostaje? Żyć, po prostu żyć, tak długo jak to będzie możliwe.


Nie, nie zatrzymam się w miejscu
Nie, nie będę wiecznie trwała
Mijam
Jak każdy
Jak Ty, on i ona
Mijam
Jak My
Mijam
Jak Wy
Nie szybciej i nie wolniej
Mijam tak samo
Lecz nim koniec drogi osiągnę
Nim wiecznością się stanę
Szumiącą nocą w lesie błękitnym
Wciąż jestem
Gdy słońce tańczy rankiem na niebie
Gdy wieczorem w półmrok się odziewa
Gdy nocą zanika zupełnie
By z brzaskiem obudzić się znowu
I ja jak to Słońce jestem
Trwam
Stoję - czasem prosto, czasem zgarbiona
A czasem na jednej nodze
Równowagę łapię
Nieraz się chwieję niepewna jutra
Lecz jestem
Jestem jeszcze

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

W oczekiwaniu...

W labiryncie (nie)ludzkich spraw

Talent do nie-talentu