Tajemnica okna

Odkąd sięgam pamięcią, intrygowały, przyciągały niczym magnes, nęciły i kusiły mnie okna oświetlone wieczornym blaskiem. Barwa światła, zarys firanki, półka z książkami, obraz na ścianie, poruszający się cień człowieka czy ledwie słyszalna muzyka wydobywająca się z wnętrza - wszystko to do dziś instynktownie mnie ciekawi, na swój sposób wzrusza, pobudza moją wyobraźnię. 

Zastanawiam się, kto mieszka po drugiej stronie muru, czy miał dzisiaj dobry dzień, czy uśmiecha się do siebie, przygotowując kolację dla bliskich, czy może ociera łzy napływające do kącików oczu, kiedy nakłada na talerz parującą jajecznicę i spogląda na krzesło stojące naprzeciw, na którym już nigdy nie usiądzie ukochany... Niektóre okna są otwarte, niemal zapraszające do swojego wnętrza, kipiące bogactwem ciepłej energii wypełniającej mieszkanie. Inne - zatrzaśnięte na cztery spusty, zasłonięte roletami i żaluzjami, niedostępne, chciwie broniące swego wnętrza - sprawiają, że moje serce lekko wówczas drży na myśl, kto i co się kryje za taką barierą.

Lubię wyobrażać sobie historie ludzi mieszkających za ścianą. W mojej głowie tworzą się krótkie migawki z ich życia, utrwalające przelotne, ledwie zauważalne chwile - dłoń matki delikatnie głaskająca policzek maleństwa, które dopiero co zasnęło, silne ramiona mężczyzny otulające ukochaną kobietę, nogi spoczywające na maleńkim stołeczku przy fotelu, a w nim zanurzona staruszka, z twarzą pokrytą zmarszczkami, przywodzącą na myśl zmiętą kartkę papieru, pochyla się z lupą nad książką... 

Lubię patrzeć w okno.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

W oczekiwaniu...

W labiryncie (nie)ludzkich spraw

Talent do nie-talentu