Zakrada się tylnymi drzwiami...

Zakrada się tylnymi drzwiami, bezgłośnie, na palcach. Nigdy się nie przedstawia, nigdy nie puka. Nie lubi, gdy ktoś spostrzeże go odpowiednio wcześnie, by zdążyć pozamykać się przed nim na cztery spusty. Zwykle jest nieproszonym gościem. Niby udaje, że wpada z krótką, niezapowiedzianą wizytą, a tak naprawdę zamierza zamieszkać z nami na dłużej, nie dbając o to, czy jest dla niego miejsce, czy też nie. Strach. 
Jedni mówią, że ma wielkie oczy i próbują zignorować jego obecność, zagłuszając w sobie to, co szepcze im do ucha i w końcu pogrążają się w jazgocie, w którym trudno odróżnić, gdzie jest prawda, a gdzie fałsz. Inni próbują go oswoić, dotknąć, poczuć jego fakturę, niemal zaprzyjaźnić. Są i tacy, którzy zastygają w miejscu, nie potrafiąc wykonać żadnego ruchu. Tkwią w jednym punkcie, jak gdyby nagle pokryła ich warstwa gorącej lawy, która w mgnieniu oka zastyga w nieruchomą skorupę. Niemal nie oddychają. Pogrążają się w otchłani niczym topielcy. Próbują niby coś zrobić, dać znać, że są, że żyją, a ciało odmawia współpracy, staje się ociężałe, nabrzmiałe i otępiałe. Można spotkać i takich, którzy wręcz z utęsknieniem go wypatrują, otwierają na oścież okna, zapraszają do środka, goszczą, rozpieszczają, robią wszystko, by nigdy ich nie opuścił. Jedno jest pewne - nikt nie potrafi przejść koło niego obojętnie. 
Jak jest ze mną? Myślę, że strach mnie lubi i raczej jest to sympatia jednostronna. Doskonale wiem, kiedy do mnie przychodzi, wybierając za każdym razem najczulsze moje punkty. Uderza z niezwykłą precyzją, może nawet jego ruchy mają coś z finezji i gracji. Czasem sprawdza, na jak wiele może sobie pozwolić i gdzie są moje granice. Zatrzymuje moje serce, by za chwilę rozpędzić je w szaleńczym tańcu. Wprawia w drżenie moje dłonie. Pozbawia wody moje usta. Nie pozwala mi w nocy zasnąć albo wdziera się do moich snów i skazuje mnie na spadanie w nicość bez końca. Kiedy zabawi się moim kosztem, znika bez słowa, dając złudną nadzieję, że już nie wróci. Jednak wraca. Prędzej czy później przypomina sobie o moim istnieniu, niczym wierny kochanek nigdy nie zapomina swojej pierwszej miłości. Strach. Mój strach.

Salvador Dali - Archeologiczne reminiscencje Anioła Pańskiego Milleta

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

W oczekiwaniu...

W labiryncie (nie)ludzkich spraw

Talent do nie-talentu