Nie twoje buty

‌Mam wrażenie, że odkąd zostałam mamą, podlegam nieustannej ocenie i presji otoczenia. Nie wiem, jak to się dzieje, że w tak ważną i intymną sprawę, jaką jest macierzyństwo, tylu ludzi potrafi wejść z butami, zrównać z ziemią czyjeś przekonania i wartości, przewrócić oczami, ocenić i wydać werdykt, zwykle skazujący. Nagle co druga napotkana osoba daje sobie prawo do wygłaszania własnych mądrości i rad, o które nikt nie prosi. Mogłabym wyliczać bez końca: "takie zimno/ gorąco, a dziecko bez czapki", "ile będziesz tak nosić w chuście to dziecko?", "czemu jeszcze w wózku je wozisz?", "za dużo suplementów mu podajesz", "po co tak biegasz po lekarzach", "rozpieszczasz je, odpowiadając na jego prośby", "trochę cukru jeszcze nikomu nie zaszkodziło", "co to za matka, że nie daje słodyczy", "za moich czasów...", "dziecko powinno znać swoje miejsce", "kiedy ciebie nie ma, to dziecko zupełnie inaczej się zachowuje", "za długo karmisz piersią" (zwłaszcza ostatni temat jest chyba ulubionym polem do ciosania kołków na mojej głowie). Komentarze padają zewsząd. Jedni mówią wprost, inni mają trochę mniej odwagi, więc chętnie dzielą się swoimi ocenami za moimi plecami, co dość szybko do mnie niestety dociera. Są chwile, gdy takie sytuacje mnie denerwują, innym razem smucą, a czasem po prostu przechodzę wobec nich obojętnie. Zdarza się, że próbuję dyskutować, choć coraz rzadziej, bo po co mam kogokolwiek przekonywać do swoich racji. W końcu to moje życie, moje dziecko, moje decyzje. Pocieszam się, że mam wokół siebie bliskich, którzy potrafią wysłuchać z empatią, bez wydawania jakichkolwiek osądów. A tych wszystkich, którzy tak bardzo lubią wtrącać się w życie innych, jest mi po ludzku żal, bo szczęśliwy i spełniony człowiek nie potrzebuje dowartościowywać się kosztem innych.
‌I gdybym miała wskazać minusy bycia mamą, to na pierwszym miejscu wymieniłabym nie nieprzespane noce czy uczucie chronicznego braku czasu, a presję wokół. Nie jest łatwo być mamą, nie jest łatwo, gdy coś dziecku dolega, a w głowie kłębią się myśli, czy aby na pewno zrobiłam wszystko, co było w mojej mocy, czy przypadkiem to nie moja wina i stąd tylko krok od dręczących wyrzutów sumienia i potępieńczych myśli, które ani do niczego dobrego nie prowadzą, ani nie pomagają w danej chwili. I jeśli dorzucimy do tego kamyki, które trafiają w nas od wszystko wiedzących sąsiadów, babć, koleżanek z pracy, lekarzy, to równie dobrze można byłoby zbudować stos i spalić na nim matkę-czarownicę bądź chociaż urządzić publiczny pręgierz. Więc następnym razem nim rzucisz kamieniem, pomyśl, drogi czytelniku, czy to na pewno dobry pomysł.

Vincent van Gogh "Buty"

Komentarze

  1. Uroki macierzyństwa, cóż... Nie wiem, czy jest mama, która nie zmagałaby się z nadmiarem rad. Mam natomiast przekonanie, że ci, którzy tak chętnie doradzają, wcale nie myślą, jakoby w kogoś rzucali kamieniem. I że to jest generalnie niefajne. Śmiem twierdzić 🤔, że "oni" robią to... nawykowo.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

W oczekiwaniu...

W labiryncie (nie)ludzkich spraw

Talent do nie-talentu