Matka karmiąca

Jestem matką karmiącą piersią, dla co niektórych niemal weteranką, bo karmię swoje dziecko ponad 3 lata. Już kilkukrotnie zbierałam się do opisania swoich doświadczeń w tym temacie i wciąż mam poczucie, że coś mi ucieka, że nie jestem w stanie w jednym tekście zawrzeć wszystkiego, co jest dla mnie ważne, co mnie boli, a co cieszy. Może po prostu powinnam poświęcić temu zagadnieniu więcej postów.
Pamiętam, że kiedyś, jeszcze w czasach, gdy zupełnie nie myślałam o macierzyństwie, karmienie piersią praktycznie zupełnie mnie nie interesowało i było dla mnie tak odległe jak oddalona o miliony lat świetlnych galaktyka. Więc zakładam, że ten tekst może być kompletnie nieciekawy z punktu widzenia wielu osób. I doskonale to rozumiem.
Dla mnie karmienie piersią jest swego rodzaju relacją, o dziwo nie tylko z moim dzieckiem, ale także z otaczającymi mnie ludźmi. I muszę przyznać, że o ile karmienie naturalne w cudowny sposób spaja i tworzy silną więź z moim synkiem, o tyle potrafi działać w zupełnie odwrotny sposób na moich znajomych czy nawet członków rodziny. Chyba mogłabym policzyć na palcach jednej ręki gesty wsparcia mojej osoby jako matki karmiącej, a przyznaję, że początek mojej drogi mlecznej był dla mnie bardzo trudny i niemal dramatyczny. Niby karmienie jest czymś naturalnym, a jednak wzbudza bardzo dużo emocji w innym ludziach, zwłaszcza gdy ktoś dowiaduje się, że karmię trzylatka. Oczywiście mało osób decyduje się na bezpośredni komentarz, ale tak nas natura stworzyła, że często nie potrzeba słów, by bez problemu odczytać to, co druga strona myśli czy czuje. Wystarczy zniesmaczony wyraz twarzy, uciekanie wzrokiem czy nagłe wymowne milczenie. Bo jak to tak karmić takie duże dziecko? Przecież w tym mleku nic nie ma, tylko woda! Pewnie ta matka jakaś zboczona jest albo próbuje uzależnić od siebie dziecko. Albo celowo karmi tak długo, by krócej pracować. 
Gorzej, gdy negatywne komentarze sypią się z ust lekarzy - ginekologów czy pediatrów, którzy z racji zawodu powinni mieć choćby podstawową wiedzę w zakresie laktacji. Ileż to razy słyszałam, że muszę odstawić dziecko od piersi, bo po co mi to, skoro nie ma z karmienia żadnych korzyści dla dziecka w tym wieku.
I właśnie gdybym miała wymienić ciemne strony długiego karmienia, to niestety na pierwszym miejscu będzie ostracyzm społeczny. Jesteśmy pod tym względem niestety bardzo konserwatywnym społeczeństwem, dla którego normalne jest karmienie piersią, ale tylko niemowlaka i to tak, by nikt tego nie widział. Owszem, dziś już raczej nie zdarza mi się karmienie w miejscu publicznym. Moje dziecko jest na tyle duże, że spokojnie może zjeść coś innego, napić się wody i da radę. Gdy było niemowlęciem i żywiło się wyłącznie mlekiem, nie było tak łatwo i zdarzało się, że karmiłam na ławce osiedlowej, mimo iż do domu miałam 10 minut, a wszystko dlatego, że te 10 minut dla niemowlęcia było całą wiecznością. A każda kobieta, która kiedyś karmiła swoje dziecko, doskonale wie, że nie da się nakarmić wrzeszczącego malucha, że najpierw trzeba go uspokoić, tylko nie jest to takie proste, gdy dziecko krzyczy, bo jest głodne, a nie może jeść, bo płacze, więc staje się bardziej głodne i jeszcze bardziej zawodzi - w ten sposób wpada się w koszmarne, błędne koło. 
Dziś, kiedy mijam mamy karmiące publicznie, uśmiecham się do nich porozumiewawczo. Wiem, jak bardzo potrzebna jest im po prostu akceptacja.
I naprawdę nie ma nic złego w karmieniu piersią kilkulatka. Mogłabym tu przytoczyć całą masę różnych dowodów naukowych, ale myślę, że w internecie można znaleźć bardzo dużo rzetelnej wiedzy na ten temat. Polecam zwłaszcza bloga @hafija, który dla mnie do dziś jest nieocenionym wsparciem. Przykre jest niestety to, że łatwiej znaleźć zrozumienie w internecie niż w realnym świecie.
Z drugiej strony wiem, że pewnego dnia ja pomogę bliskiej mi kobiecie, a ona przekaże to wsparcie dalej...


Obraz: Stanisław Wyspiański "Macierzyństwo"



Komentarze

Popularne posty z tego bloga

W oczekiwaniu...

W labiryncie (nie)ludzkich spraw

Talent do nie-talentu