Droga
Przez dłuższy czas nie pisałam, serwisy facebook i instagram uparcie wysyłały mi przypomnienia, jak gdyby chwila milczenia była nie tylko czymś niepożądanym, a wręcz niezwykłym i nie na miejscu. Oczywiście media społecznościowe są nieubłagane - jeśli chce się zaistnieć, trzeba być aktywnym użytkownikiem. Ufff, jak dobrze, że ja nic nie muszę, a przynajmniej tutaj nie narzucam sobie kolejnych zadań i nie piszę pod wpływem presji, której wystarczająco dużo mam na co dzień. Szeroko rozumiane "bycie" - bycie partnerką, matką, pracownikiem, a przede wszystkim bycie sobą, zabiera mi tak dużo czasu i energii, że kiedy w końcu mam chwilę wytchnienia, to zwykle ją przesypiam albo doświadczam kołowrotku myśli, a wtedy lepiej pozwolić im przepłynąć niż je złapać i usidlić na zawsze w tekście bloga. Milczenie też jest sztuką, choć coraz trudniej tę sztukę uprawiać.
Odkąd zostałam mamą, zmieniłam się i nie chodzi mi o różnice, które dostrzegam w swoim ciele - bliznę po cesarskim cięciu, która już zawsze będzie mi towarzyszyć i przypominać, że kiedyś pod moim sercem biło jeszcze jedno małe serduszko. Nie ma dla mnie znaczenia inny kształt piersi, waga niższa o kilka kilogramów czy brak tkanki tłuszczowej (akurat ma to też swoje pozytywne przełożenie na całkowity zanik cellulitu). Zmiana, którą obserwuję, sięga dużo głębiej - mam wrażenie, że macierzyństwo uaktywniło moje najczulsze struny duszy, wręcz ustawiło je w stanie nieustannego drżenia.
Zawsze było mi trudno patrzeć na cierpienie najbardziej niewinnych na tym świecie - dzieci i zwierząt. Ileż to myśli przebiegało po mojej głowie, jak to wszystko możliwe, dlaczego dzieci tak często nie mają kochających rodziców, wręcz nie mają ich wcale, dlaczego niektórzy rodzice tak bardzo krzywdzą swoje dzieci, dlaczego ziemski padół jest tak urządzony i jeśli jest Bóg, to z jakiego powodu na to pozwala. Myślę, że nie jestem odosobniona w takich wewnętrznych zmaganiach zrozumienia otaczającego nas zła i bólu.
Niedawno trafiła w moje ręce powieść "Droga" McCarthego - książka, która zdobyła szerokie uznanie na całym świecie. Zaintrygowana rozpoczęłam lekturę i po kilkunastu stronach mój mózg wyraźnie dawał mi się sygnały, że nie jest w stanie udźwignąć ciężaru gatunku, że obraz samotnego ojca z kilkuletnim chłopcem, cudem ocalałych z apokalipsy, jaka pochłonęła świat, przemierzających bezkresne i opustoszałe drogi, jest dla mnie zbyt trudny i zbyt wiele mnie kosztuje. Każda kolejna stronnica niosła coraz cięższy bagaż koszmaru, w jakim ugrzęźli bohaterowie. Z każdym kolejnym ich krokiem widziałam oczyma wyobraźni moje dziecko.
Poddałam się, odłożyłam książkę na półkę.
Czy wrócę do niej? Wrócę, jeśli tylko przestanę czuć tak intensywnie wszystko jak dziś. Pytanie tylko, czy raz obudzona wrażliwość kiedykolwiek osłabnie...
Komentarze
Prześlij komentarz