W poszukiwaniu utraconego rozumu

W tym roku wiosna przyniosła nie tylko promienie słońca i zieleń drzew, ale również morowe powietrze. W zasadzie od marca przypominam pyłek targany wiatrem - kiedy próbuję opaść na ziemię, by w końcu poczuć grunt pod nogami, nadchodzi niespodziewanie kolejny podmuch, który unosi mnie w nieznane. Tak trudno dziś cokolwiek zaplanować, cokolwiek przewidzieć. Nieprzewidywalność jutra i obezwładniający brak logiki rozgościły się w naszym kraju na dobre. Do tego mam wrażenie totalnego chaosu wokół i dezinformacji. 
Przyznaję, że nie nadążam za kolejnymi zmianami. Jednego dnia coś mi wolno robić, następnego już nie. Nie mam w domu telewizora, co zapewne w dużym stopniu chroni mnie przed rozstrojem nerwowym. Najświeższe wieści czerpię z internetu, choć muszę przyznać, że coraz częściej mam ochotę odciąć się od świata, nie czytać więcej, by nie denerwować się jeszcze bardziej. 
Próbuję odszukać klucz do sensu działań rządzących  - jak dotąd bezskutecznie.
Obecnie władza mówi o drugiej fali zakażeń koronowirusa, której wielkość okazała się dla niej ogromnym zaskoczeniem. Kojarzy mi to z corocznymi tłumaczeniami, jak to zima zaskoczyła drogowców. Samo używanie określenia "druga fala" wydaje mi się dużym nadużyciem, gdy uwzględni się to, że w zasadzie od początku epidemii nie osiągnęliśmy szczytu i spadku zakażeń, wciąż jesteśmy niejako "na fali". Więc skoro pierwsza fala się nie skończyła, to jak można mówić o drugiej? Już na wiosnę epidemiolodzy bili na alarm, że epidemia rozkręca się i czeka nas ogromny wzrost zakażeń na jesieni. A pan premier w środku lata, kiedy wciąż notowany był wzrost liczby osób, u których potwierdzono koronowirusa, z radością i beztroską oświadczył, że już nie musimy się go bać i możemy tłumnie pomaszerować do urn. I co najstraszniejsze prawdopodobnie te słowa dosłownie niektórych zaprowadziły do urn, tyle że na wieczny spoczynek.
Kolejna sprawa - respiratory. Słowo to dziś jest odmieniane przez wszystkie przypadki. Jesteśmy bombardowani statystykami, ile jest wolnych respiratorów w Polsce i ile to zostanie zakupionych kolejnych sztuk. Szkoda że nasze ministerstwo nie wspomina o tym, że do obsługi każdego urządzenia potrzebny jest wysokowykwalifikowany zespół medyczny, którego nie da się przeszkolić w jeden dzień czy tydzień, bo respirator to nie to samo co ciśnieniomierz. A na pytanie gdzie są respiratory kupione za ogromne pieniądze od handlarza bronią - rząd ucina temat. Proponuję, by zamiast milczeć zaczął puszczać muzykę, która ponoć łagodzi obyczaje. W tym przypadku idealnie nadaje się utwór "Cichosza".
Pandemia obnażyła niestety kruchość naszego budżetu. Kiedy był boom gospodarczy i rozsądne państwa oszczędzały pieniądze na kruche czasy, o których nadejściu od dawna było wiadomo, u nas wydawano pieniądze od lewa do prawa. Nikt się nie przejmował zbliżającym się kryzysem gospodarczym. Ważne było, by kupić kolejne głosy ludu - 500 plus, 300 plus, trzynasta i czternasta emerytura... Nie wspomnę już o grubych milionach, które spływały na konto pewnego bardzo łasego na pieniądze zakonnika z Torunia, który realizując przysięgę służby Bogu i bliźniemu w ubóstwie, podróżuje helikopterem i samochodami wartymi zaledwie 200-300 tysięcy złotych. I nagle okazało się, że  pojawiła się zaraza - tym razem mam na myśli koronawirusa, nie pana z Torunia, choć i tak niektórzy go określają. Aby ratować gospodarkę, konieczne stało się wsparcie przedsiębiorców, których lockdown postawił na skraju bankructwa. A państwowa kasa świeciła w tym samym momencie pustkami. Więc rozpoczęło się zapożyczanie naszego kraju i drukowanie pieniędzy, choć nawet w szkołach dzieci są uczone, że takie zjawiska nie prowadzą do niczego dobrego. Mój mąż jest przedsiębiorcą i pomoc, jaką dostał od państwa, jest śmiesznie niska. Do tego wisi nad nim nóż, że jeśli jego firma padnie w ciągu roku, będzie musiał wszystko oddać. To się nazywa wsparcie w potrzebie. A dziś szef rządu twierdzi, że firmy mają więcej pieniędzy niż przed rokiem, że przecież otrzymały pieniądze z budżetu i zapowiada narodową kwarantannę, która może dobić ledwo dychające firmy. Nieistotne, że jeszcze kilka dni temu przedstawiciele władzy zarzekali się, że nie będą zamrażać ponownie gospodarki.
W tym całym obłędzie obserwuję, jak lekką ręką rząd wydaje pieniądze, które przecież nie są jego własnością, a naszą - podatników. 2 miliardy na propagandową telewizję, kilkadziesiąt milionów na organizację wyborów - widmo, do tego próba - całe szczęście nieskuteczna - przyznania sobie podwyżek przy radosnej zgodzie opozycji, zakup respiratorów - również widmo za bodajże 110 milionów złotych, 308 nowych samochodów i "tylko" 14 limuzyn. Do tego zmieniono przepisy tak, by wszelkie nieprawidłowości w zakresie wydawania pieniędzy w czasie epidemii uchodziły na sucho. 
Dla mnie, przeciętnej obywatelki tego kraju, nie mającej wykształcenia ani ekonomicznego, ani prawniczego, wydaje się to wszystko nieprawdopodobne i zadaję sobie pytanie, jakim cudem do tego doszło? Jak to się dzieje, że nikt nie ponosi żadnej odpowiedzialności za tak rażące zaniedbania, choć w zasadzie powinnam użyć bardziej dosadnych słów, bo czy kradzież można traktować jako zaniedbanie? 
Szczytem głupoty i hipokryzji okazały się ostatnie działania rządzących. W momencie gdy z każdym dniem przybywało zakażonych, a służba zdrowia zaczęła mocno chwiać się w posadach i coraz częściej mogliśmy zobaczyć pod szpitalami kolejki karetek, w których umierali pacjenci, nie mogąc się doczekać na przyjęcie na sor, nasz emerytowany zbawca narodu dał zielone światło swojej koleżance - pewnej pani magister, która jeszcze parę lat temu mogła poszczycić się negatywnymi opiniami sądów dotyczącymi jej orzecznictwa, a dziś przewodniczy trybunałowi konstytucyjnemu, aby zajęła się w końcu zakurzonym wnioskiem poselskim dotyczącym zakazu aborcji z przesłanki embriologicznej. Czy to przypadek? Czy naprawdę nie było innego wyjścia, bo goniły terminy? Nie wierzę w przypadki, zwłaszcza że ten rząd postępuje w myśl zasady "wolno mi wszystko". I gdyby chciał, to by ta sprawa w ogóle nie pojawiła się na wokandzie. Zresztą teraz, po protestach na ogromną skalę, rząd wstrzymuje publikację wyroku, co zresztą wcale mnie nie uspokaja. Podejrzewam, że wyrok trybunału zostanie albo opublikowany w momencie całkowitego lockdownu, być może powiązanego ze stanem nadzwyczajnym, kiedy jakiekolwiek formy publicznego protestu będą mogły być spacyfikowane przez wojsko, albo władza będzie udawała, że tego wyroku nie ma i spróbuje przeforsować zmianę choćby ustawą prezydenta. Jedno jest pewne - puszka Pandory została otworzona i tak łatwo się jej nie zamknie. I jeśli ktoś myśli, że komukolwiek z rządzących zależy na życiu, powinien obejrzeć lub poczytać, jak zostały potraktowane matki dzieci niepełnosprawnych, które niedawno protestowały w sejmie, walcząc o godne życie swoich ciężko chorych dzieci, jak zamykano przed nimi toalety, gaszono światło, jak straż marszałkowska wykręcała im ręce, jak zasłonięto ich kotarami, bo akurat odbywał się ważny szczyt międzynarodowy i widok tych rodzin mógł popsuć wizerunek partii rządzącej. 
Nóż mi się w kieszeni otwiera, kiedy słucham przedstawicieli obozu rządzącego, którzy próbują teraz obarczyć winą za wzrost zakażeń ludzi protestujących na ulicach, tak jakby bez racjonalnego powodu tysiące osób wyszło ot tak sobie, w środku pandemii z transparentami w mało delikatny sposób wzywającymi rząd do dymisji. Jeśli ktoś podpala dom, to nie powinien się dziwić, że staje on w płomieniach, by na końcu zamienić się w zgliszcza, popiół i kurz. W takim przypadku kto odpowiada za katastrofę - dom, bo jest wykonany z materiału łatwopalnego, czy ten kto podłożył pod niego ogień? 
I na koniec parę słów o panu prezydencie, który zniknął nagle z mediów, gdy okazało się, że uzyskał pozytywny test na koronawirusa, akurat tuż po wizycie w nowootwieranym szpitalu narodowym, który rekrutuje zespół medyczny poprzez stronę internetową, gdzie możemy przeczytać, że praca tam będzie "ciekawym i wyjątkowym wyzwaniem zawodowym". Już widzę tłumy lekarzy i pielęgniarek odpowiadających na wezwanie i masowo zgłaszających się na ochotnika do takiej pracy. Ale wracając do pana prezydenta, do którego jak dotąd można było się bez większych problemów dodzwonić i udawać sekretarza generalnego ONZ, który aktywnie uczestniczy w życiu social mediów, za przykład niech choćby posłuży nagranie na tiktoku, udział w hot challenge i słynny już tekst "Cień ostrej mgły", nad znaczeniem którego rozprawiali językoznawcy, czy w końcu trafne rozpoznanie oposa na zdjęciu, nagle-  w obliczu katastrofy epidemiologicznej, w momencie, gdy na ulice wyszło tysiące osób, słuch po panu Dudzie zaginął i gdy w końcu zaniepokojeni dziennikarze zaczęli drążyć temat, co się dzieje z głową naszego kraju, dowiedzieliśmy się, że PAD czuje się dobrze, ale według jego doradcy "nie ma warunków, żeby przeprowadzać transmisję". Oczywiście możemy spać spokojnie, bo jego stan pozwala na podpisywanie dokumentów. Uffff, co za ulga.

I jak ja - obywatelka, kobieta, matka, mam żyć spokojnie w tym kraju? 
Jestem wściekła, że zamiast skupić się na sobie, na swojej rodzinie, zamiast pisać o prozaicznych problemach dnia codziennego, choćby o tym, jak mole wypowiedziały mi wojnę w moim domu, wylewam tutaj swoją złość i frustrację w związku z tym, co obserwuję na szczytach władzy. Bo nie mogę przejść obok tego, co się dzieje, spokojnie. Bo szlag mnie trafia każdego dnia, gdy patrzę na naszą szarą rzeczywistość. Bo kiedyś być może moje dziecko będzie chciało żyć w tym kraju, którego przyszłość jawi się w coraz ciemniejszych barwach. I po głowie krążą mi myśli, co robić, gdy świat staje na głowie, gdy rozum przestaje być cnotą, gdy liczy się tylko władza i kasa, choćby po trupach wokół. Co czynić? 

Komentarze

  1. Wszystko jak na dłoni!!! Zgadzam się z każdym zamieszczonym zdaniem! Chociaż uważam że jeśli chodzi o 13-tki dla emerytów to nie po raz pierwszy okazuje się że rządzący umiejętnie wykorzystują naiwność tych starszych osób. Nie mogą zrozumieć tego że rząd "daje" im tę jałmużnę z ich własnych środków (podatków) a w budżecie jeszcze sporo zostaje!!!!

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

W oczekiwaniu...

W labiryncie (nie)ludzkich spraw

Talent do nie-talentu