Żegnaj sławo!


Żegnaj sławo, żegnajcie czerwone dywany, żegnajcie blaski jupiterów. Nadszedł czas, by porzucić nieśmiałe, ale jednak pojawiające się od czasu do czasu myśli o popularności mojego bloga. Wiadomo, człowiek próżną jest istotą, która zbyt łatwo i zbyt często puszcza wodze fantazji. Pora zejść na ziemię - sława nie jest mi pisana.

 Zbierałam się i zbierałam niczym sójka za morze, by założyć swojego bloga i kiedy w końcu to zrobiłam, okazało się, że blogi są na granicy wymarcia i być może podzielą los dinozaurów, bo teraz światem rządzą vlogi i podcasty, o których istnieniu i zawrotnej karierze do niedawna nie miałam pojęcia.

Jakby tego było mało, przyszło nam żyć w czasach, gdy na wyciągnięcie ręki mamy do dyspozycji tysiące książek, blogów, artykułów wszelkiej maści, audiobooków czy wspomnianych już podcastów. Wystarczy włączyć komputer i wybrać cokolwiek. I wszystko byłoby piękne, niemal jak w bajce, gdyby nie to, że wcale nie tak łatwo spośród zalewanego nas potoku informacji oddzielić ziarno od plew i znaleźć prawdziwą perełkę. Nie jest pocieszające również to, że w zasadzie to nie my dokonujemy wyboru treści, które czytamy, tylko robią to za nas skomplikowane algorytmy, które decydują o wynikach wyszukiwania. Nie wystarczy napisać i opublikować dobrego tekstu. Trzeba jeszcze zgłębić się w świat informatyki, słów kluczy, poznać tajniki pozycjonowania stron, rozwikłać znaczenie tajemniczo brzmiących pojęć jak SEO, page rank, CTR... Włosy jeżą mi się na głowie od samego czytania o tym. 

A do tego oczywiście trzeba aktywnie prowadzić media społecznościowe. Nie bez kozery mówi się, że jeśli nie masz facebooka, to nie istniejesz. Polecany jest również instagram, pinterest, który na dzień dobry poprosił mnie o wskazanie kategorii moich zainteresowań, sugerując między innymi zdjęcia paznokci, kotki, ubrania na jesień, modę męską, a kiedy próbowałam wpisać w jego wyszukiwarce tematów słowo "proza", pojawiał się "prozac" - no cóż może powinnam potraktować to jako swego rodzaju wskazówkę. Nie tak łatwo jednak się poddaję. Podjęłam wyzwanie i założyłam konta na poszczególnych serwisach, by raptem po dwóch tygodniach z nich zrezygnować z uwagi na permanentny brak czasu.  Kiedy już uda mi się coś napisać w wolnych chwilach, które nie zdarzają się zbyt często, a jeszcze rzadziej łączą się akurat z moją weną twórczą, to sama publikacja postu na blogu zajmuje mi tyle czasu (a to czcionka za mała, za duża, a to obrazek zniknął itd.), że myśl, iż miałabym równocześnie coś tam kliknąć na każdym portalu, przyprawia mnie o zawrót głowy. Mam rodzinę, małe dziecko, psa, pracę. Doba jest dla mnie za krótka, by jako tako ogarnąć swój przybytek tak, by nikt z głodu nie umarł i nie ugrzązł w bałaganie. Mimo to i tak zasypiając wieczorem, pogrążam się w poczuciu winy, że czegoś nie zrobiłam wystarczająco dobrze albo że za mało uwagi poświęciłam mojemu partnerowi czy dziecku, nie mówiąc o czasie tylko dla siebie. Zdarza mi się nawet złapać na myśli, czy aby na pewno dziś czesałam włosy i kiedy ostatni raz się kąpałam- czy to było rano, czy może wczoraj. I chyba musiałabym po nocach nie spać, by zapanować nad mediami społecznościowymi. Skoro moje być albo nie być zależy od facebooka, zachowam go, by mieć choćby minimalny kontakt ze światem. Jeśli jakimś cudem uda mi się połączyć instagrama z facebookiem (a wyjątkowo opornie mi to idzie), by ze sobą współpracowały bez mojego zaangażowania, będzie cudownie. Jeśli nie, trudno, płakać nie będę.

 A więc niedoszli czytelnicy, fani i maniacy mojej radosnej twórczości własnej, niestety nie dane mi będzie dotarcie do was - współczesny świat technologii zbyt dużo ode mnie wymaga. Czasem skreślę tutaj parę słów, nazwę to, co mnie gryzie w danym momencie i na tym poprzestanę.

I wiecie co - dobrze mi z tym. Piszę, bo lubię i niech tak pozostanie.



Obraz: „Skyward Rising” (abstrakcja, Etsy)

Komentarze

  1. Ktoś tutaj chyba minął się z powołaniem!!!! Świetnie się czyta! Mam wrażenie, że ten ktoś wyjął mi z ust wszystkie te słowa, przemyślenia i ułożył w idealną całość! Świetnie opisana codzienność, codzienność nas, kobiet! Czekam na ciąg dalszy!!!

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

W oczekiwaniu...

W labiryncie (nie)ludzkich spraw

Talent do nie-talentu